Jak to było w tej Szczawnicy

Tagi:

Tydzień przed Szczawnicą postanowiłem przepalić płuca na nie co krótszym dystansie 10 km w Ustrzykach na M.P. w biegu anglosaskim. Decyzja jak najbardziej prawidłowa lecz niestety efekt startu bardzo pechowy ponieważ na ostrym zbiegu doznałem skręcenia kostki. Biegnąc w pierwszej trójce musiałem opuścić trasę na 5 km. Miałem tydzień aby doprowadzić kostkę do pełnej użyteczności. W sobotę przed startem w Szczawnicy zapomniałem o kostce bo w zupełności czułem, że noga dobrze podaje i nie ma bólu. Od początku biegłem z chłopakami w czubie było nas 6 osób. Pod górę czułem się dobrze lecz gdy zaczęły się pierwsze zbiegi poczułem znów nieszczęsną kostkę i na 10 km grupka pięcioosobowa zaczęła mi odjeżdżać. Nie było już mowy o luźnym puszczeniu się na zbiegu. Można powiedzieć, że podbiegi pokonywałem szybciej niż zbiegi, a w głowię myśl przytrzymam to 6 msc chociaż do końca. Niestety na 25 km moje tempo wyraźnie spadło a zawodnicy za mną odrabiali szybko straty. Druga część dystansu była bardziej biegowa co wiązało się z większą ilością zbiegów. Na 28 km podjąłem decyzję o zejściu z trasy ponieważ to już nie wyglądało jak bieg lecz ciągnięcie nogi za sobą.

Niestety ciężko podejmuje się takie decyzję bo wiemy ile wkładamy pracy, siły i czasu w to aby się dobrze przygotować do konkretnego celu. Zawsze w takich sytuacjach przypominam sobie sytuację z IO gdzie zawodnicy przygotowują się kilka lat pod jedne konkretne zawody i nagle dopada ich jakiś pech gdzie muszą pożegnać się zawodami. Są to głównie zawodnicy dla których sport to wszystko więc dwa razy boli.

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Cytaty

Im więcej potu na treningu, tym mniej krwi w boju.